Najważniejsze fakty o ostatnim brakującym fragmencie warszawskiego ringu
- Brakujący odcinek S17 ma około 16 km i ma połączyć Drewnicę z Warszawą Wschód.
- W 2026 roku ruszył nowy etap projektowy, a podpisanie umowy z projektantem planowane jest na II kwartał 2026 r..
- Jeśli mowa o opłatach, to dla aut osobowych do 3,5 t DMC nie ma e-TOLL.
- Dla pojazdów ciężkich stawki na drogach klasy S w 2026 r. wynoszą od 0,41 do 1,07 zł/km, zależnie od masy i normy EURO.
- Ta trasa ma odciążyć wschodnią część aglomeracji, ale nie rozwiąże sama wszystkich lokalnych korków.
Dlaczego ten odcinek jest ważniejszy, niż wygląda na mapie
Patrzę na ten projekt jak na brakujące ogniwo całego warszawskiego układu drogowego. Dziś domknięty jest już duży fragment obwodnicy, ale bez wschodniego łącznika ruch tranzytowy nadal wciska się w okolice Marek, Ząbek, Zielonki, Wesołej i Rembertowa, czyli tam, gdzie każda dodatkowa liczba aut natychmiast robi różnicę.W praktyce chodzi nie tylko o wygodę kierowców, ale też o porządek w ruchu: krótsze przejazdy, mniej manewrów przez drogi lokalne i lepsze rozdzielenie ruchu dalekobieżnego od miejskiego. GDDKiA podaje, że kierowcy mają już do dyspozycji 68 km Warszawskiego Węzła Drogowego, a brakujący fragment ma domknąć całość i spiąć zachodni oraz południowy układ z kierunkiem na wschód.
To dlatego ten temat wraca od lat. Nie chodzi o jedną drogę, tylko o to, czy ruch w aglomeracji będzie miał sensowną alternatywę dla jazdy przez gęstą zabudowę. Żeby zrozumieć, skąd wzięły się obecne opóźnienia, trzeba najpierw spojrzeć na sam przebieg i warunki terenowe.

Jak ma przebiegać ostatni brakujący fragment ringu
Planowany odcinek S17 ma biec między Drewnicą a Warszawą Wschód, dawniej nazywaną Zakrętem. Mówimy o trasie o długości około 16 km, zaprojektowanej jako droga ekspresowa z dwoma jezdniami po trzy pasy ruchu. To ważne, bo taki przekrój ma nie tylko przenieść większy ruch, ale też ograniczyć zatory, które dziś powstają przy dużo węższym układzie lokalnym.Najciekawsze jest jednak to, że nie chodzi już o prosty wariant „po kresce na mapie”. W nowym postępowaniu projektant ma przeanalizować różne przebiegi, z wyraźnym naciskiem na rozwiązania tunelowe. To sygnał, że w tej części Warszawy sama estakada czy zwykły wykop nie wystarczą jako odpowiedź na warunki terenowe, zabudowę i oczekiwania mieszkańców.
- Trasa ma połączyć wschodnią część Warszawskiego Węzła Drogowego z istniejącym układem ekspresowym.
- Węzły mają zostać wskazane dopiero w procesie projektowym, a więc nie wszystko jest jeszcze przesądzone.
- Przewidziane są obiekty inżynierskie, odwodnienie, oświetlenie, drogi do obsługi ruchu lokalnego oraz rozwiązania dla pieszych i rowerzystów.
- W praktyce to właśnie te elementy zdecydują, czy nowa trasa będzie dobrze wpięta w otoczenie, czy stanie się kolejną drogą „obok” miasta.
To też wyjaśnia, dlaczego przy tej inwestycji tak dużo mówi się o tunelach, geologii i konsultacjach. Sama długość odcinka brzmi skromnie, ale technicznie jest to jedna z trudniejszych części całego ringu. I właśnie to prowadzi do pytania, czemu ten projekt tak długo nie może wejść w fazę robót.
Dlaczego przygotowanie zaczyna się praktycznie od nowa
W tym projekcie problemem nie była wyłącznie technika, ale przede wszystkim formalności i spory wokół decyzji środowiskowych. Przez lata kolejne rozstrzygnięcia były podważane, a część procedur trafiała do sądów administracyjnych. Efekt jest taki, że inwestycja kilka razy wracała na wcześniejszy etap zamiast przechodzić płynnie do budowy.
Na początku 2025 r. inwestor wycofał wnioski o decyzje środowiskowe dla obu odcinków, a później otwarto drogę do nowego procesu przygotowawczego. W 2026 r. sytuacja zaczęła się porządkować: wybrano najkorzystniejszą ofertę na dokumentację, a podpisanie umowy z projektantem ma nastąpić w II kwartale 2026 r. Przy sprawnym przebiegu prac dokumentacja ma być gotowa w 2030 r.
To jest ważne z jednego powodu: nie ma tu już mowy o kosmetycznej poprawce starego projektu. Trzeba ponownie:
- przeanalizować warianty przebiegu trasy,
- dobrać rozwiązania techniczne do warunków geologicznych,
- uwzględnić akceptację społeczną i środowiskową,
- przygotować materiał do nowej decyzji środowiskowej,
- dopiero potem wejść w projekt budowlany i ZRID.
Ja widzę tu klasyczny przykład inwestycji, w której dobry plan jest równie ważny jak sama budowa. Bez uporządkowanego zaplecza formalnego nawet najlepsza droga pozostaje tylko na papierze, a gdy ten etap się przeciąga, naturalnie pojawia się pytanie o koszty przejazdu. To przechodzi nas do najpraktyczniejszej części tematu.
Ile zapłacą kierowcy i kto przejedzie bez opłat
Dla większości kierowców sprawa jest prosta: samochody osobowe, motocykle i zestawy do 3,5 t DMC nie płacą e-TOLL za przejazd po drogach zarządzanych przez GDDKiA. W praktyce oznacza to, że przyszła ekspresówka nie będzie dla nich trasą z klasycznymi opłatami drogowymi.
Inaczej wygląda to w przypadku transportu cięższego. Jak podaje Ministerstwo Finansów, od 1 lutego 2026 r. sieć dróg płatnych i stawki e-TOLL zostały rozszerzone, a stawki zależą od klasy drogi, masy pojazdu i normy emisji spalin. Dla drogi klasy S wygląda to tak:
| Pojazd | Stawka e-TOLL na drodze klasy S | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Samochód osobowy, motocykl, zestaw do 3,5 t DMC | Brak opłaty | Nie ma obowiązku rozliczania przejazdu w e-TOLL. |
| Pojazd o DMC powyżej 3,5 t i poniżej 12 t | 0,41-0,80 zł/km | Dokładna stawka zależy od klasy EURO. |
| Pojazd o DMC co najmniej 12 t | 0,56-1,07 zł/km | To najdroższy wariant, zwłaszcza dla starszych, mniej ekologicznych pojazdów. |
| Autobus | 0,41-0,80 zł/km | Rozliczenie działa tak samo jak dla innych pojazdów ciężkich na S-ce. |
Jeśli przełożyć to na planowany odcinek około 16 km, wychodzi mniej więcej 6,56-12,80 zł dla pojazdów z przedziału 3,5-12 t oraz 8,96-17,12 zł dla zestawów 12 t+, oczywiście zależnie od klasy EURO. To są wyliczenia orientacyjne, ale dobrze pokazują, że dla firm transportowych koszt nie będzie symboliczny.
Wnioski są więc dwa. Po pierwsze, kierowca osobówki może tę trasę traktować jako normalną część układu drogowego, bez dodatkowej opłaty. Po drugie, przewoźnik musi tę drogę uwzględnić w kalkulacji kosztów już na etapie planowania przejazdu. I właśnie to prowadzi do pytania, jak nowa trasa wpłynie na codzienny ruch po wschodniej stronie Warszawy.
Co to zmieni w codziennej jeździe na wschód od stolicy
Największy efekt odczują nie ci, którzy będą jechać po samej ekspresówce, ale ci, którzy dziś jadą przez jej brak. Po domknięciu ringu część ruchu tranzytowego powinna zniknąć z lokalnych ulic i skrzyżowań, co szczególnie ważne będzie dla mieszkańców miejscowości i dzielnic leżących na styku stolicy z powiatem wołomińskim i mińskim.
Nie zakładam jednak cudów. Nowa trasa nie wymaże korków automatycznie, bo część problemu generuje sama aglomeracja, a część wciąż będzie się koncentrować przy węzłach. Dobrze zaprojektowana obwodnica ma przede wszystkim rozdzielić ruch, a nie sprawić, że każdy przejazd po wschodniej stronie Warszawy stanie się pusty i płynny o każdej porze dnia.
- Tranzyt zyska krótszy i bardziej przewidywalny przebieg.
- Ruch lokalny powinien mieć mniej ciężkiego transportu w newralgicznych punktach.
- Połączenia między S8, S2, S17 i A2 staną się logiczniejsze dla jadących przez region.
- Dla mieszkańców najważniejsza będzie nie sama szerokość jezdni, ale to, czy ciężki ruch przestanie wciskać się w osiedlowe i miejskie ulice.
Właśnie dlatego ten projekt ma znaczenie większe niż zwykła inwestycja drogowa. Domknięcie ringu to nie tylko wygoda dla kierowców, ale też porządkowanie ruchu w całej aglomeracji. Zanim jednak ta trasa powstanie, kierowcy powinni patrzeć na nią chłodno, a nie jak na gotowe rozwiązanie wszystkich problemów.
Jak planować przejazd, zanim ta trasa powstanie
Jeśli dziś jeździsz przez wschodnią stronę Warszawy, zakładaj raczej stan przejściowy niż docelowy układ drogowy. Stare mapy i przyzwyczajenia potrafią tu wprowadzać w błąd, bo brakujący fragment ringu nadal wymusza objazdy i przeciążenie istniejących dróg. Najzdrowiej traktować ten obszar jako miejsce, w którym margines czasowy jest obowiązkowy, a nie opcjonalny.
Ja zwracałbym uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze, na masę pojazdu, jeśli jedziesz autem z przyczepą albo prowadzisz flotę. Po drugie, na to, że stawki e-TOLL mogą się zmieniać wraz z przepisami, więc przy transporcie zawodowym trzeba sprawdzać koszt przed wyjazdem, a nie po fakcie. Po trzecie, na harmonogram inwestycji, bo sam projekt jeszcze długo będzie ważniejszy od fizycznej budowy.
W praktyce oznacza to jedno: ta trasa w końcu uporządkuje ruch po wschodniej stronie stolicy, ale zanim to się stanie, warto planować przejazdy z zapasem czasu i bez założenia, że obwodnica już działa w pełnym kształcie.
